I jeszcze tak cholernie za nim tęsknie, minął miesiąc od rozstania a z każdym dniem jest coraz gorzej. Kiedy był potrafiłam bardziej nad sobą panować, miałam poczucie, że dla kogoś jestem naprawdę ważna. Nie umiem sobie z tym poradzić, cały czas mam nadzieję, a chyba nie powinnam.
środa, 5 czerwca 2013
Świat jest głuchy na Twoje łzy i łkanie.
Kolejny dzień, podobny do poprzedniego, może nawet taki sam? Może oszukuję siebie, może ja już nie potrafię się wyrwać i nigdy nie będę idealna? Jednak jakaś cząstka mnie gdzieś głęboko cały czas wierzy i chce żyć kiedyś normalnie, pragnie z tym skończyć, pragnie schudnąć i cieszyć się życiem. Niestety ale puki co to chyba nie będzie blog o odchudzaniu, raczej o szukaniu siebie, o wyjściu z tego pierdolonego kręgu. Mam nadzieję, że niedługo, to się skończy, że znajdę siłę, bo puki co jej nie mam. Nie umiem sobie radzić z niczym. Każdy najmniejszy problem mnie w tej chwili przerasta. Było dobrze, do południa. Wystarczyła mała kłótnia, kilka niepotrzebnych słów, niby nic nie znaczących ale dla mnie to zbyt wiele. Przepraszam, że piszę ogólnikami ale nie mam siły po całym zapłakanym popołudniu i wieczorze, po ogromnej wyżerce i godzinnym rzyganiu. Każdy problem, każdą piedołe załatwiam w ten sposób, bo najłatwiej zajeść problemy, najprościej, wtedy nie myślę o kłopotach, ludziach, słowach. Wtedy mam jedną wielką pustkę, na chwilę. Przecież później i tak wszystko wraca. Muszę przestać wszystko tak brać do siebie, ogarnąć chore i niepotrzebne emocje, nie wiem jak. Teraz nie mam chyba pomysłu na siebie. Jest 1 a ja nie chce zasnąć, boję się. Będę szukać motywacji u Was, znajdę ją choćby nie wiem co. Przecież chcę być szczęśliwa tak?
I jeszcze tak cholernie za nim tęsknie, minął miesiąc od rozstania a z każdym dniem jest coraz gorzej. Kiedy był potrafiłam bardziej nad sobą panować, miałam poczucie, że dla kogoś jestem naprawdę ważna. Nie umiem sobie z tym poradzić, cały czas mam nadzieję, a chyba nie powinnam.
I jeszcze tak cholernie za nim tęsknie, minął miesiąc od rozstania a z każdym dniem jest coraz gorzej. Kiedy był potrafiłam bardziej nad sobą panować, miałam poczucie, że dla kogoś jestem naprawdę ważna. Nie umiem sobie z tym poradzić, cały czas mam nadzieję, a chyba nie powinnam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem. Choć moje problemy są nieco inne, też chciałabym się z nich wyplątać. Dieta miała mi w tym pomóc, skomplikowała niektóre rzeczy jeszcze bardziej...
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki by dziś było u Ciebie lepiej :*
Oj dobrze Cie rozumiem.. Mi dieta miała pomóc, a zawładnela moim zyciem... Nie potrafię zjeść spokojnie czegos slodkiego, bez wyrzutow... Nie potrafie zjesc makaronu, bez łez... Troche mnie to przerosło.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że odnajdziesz w sobie siłe do walki z przeciwnosciami, tego bardzo mocno Ci zyczę.
Och kochanie.. Tak bardzo mi przykro! Całym sercem jestem z Tobą i mam nadzieję, że odnajdziesz samą siebie i radość. Czy mogę Ci jakoś pomóc?
OdpowiedzUsuńKochana ja też jestem bulimiczką więc Cie doskonale rozumiem... taki okres depresyjny trwał u mnie bardzo długo, ale postanowiłam zawalczyć o dawną, szczęśliwą siebie i powiedziałam mamie o moim problemie. oczywiście to była dla mnie chyba najtrudniejsza rzecz na świecie..wyjawić swoją tajemnicę. od razu zabrała mnie do psychologa. na początku wogóle nie radziłam sobie z tą myślą, że ktoś o tym wie. nie potrafiłam się otworzyć. wszystko było dla mnie takie obce. pani psycholog uczy moją mamę jak ma sobie ze mną radzić. teraz po dwóch miesiącach terapii czuję się o niebo lepiej. oczywiście nie jest doskonale i dalej wymiotuję, ale nie tak często jak kiedyś. teraz jak wymiotuję to bez krwi. parę kroków uciekłam od tych myśli o samobójstwie i takich różnych rzeczy-po prostu jest lepiej.
OdpowiedzUsuńidź na terapię, prosze Cie. ja jestem z Tobą i wierze że Ci się uda ;*
chudzinabyc.blog.interia.pl